Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Dzień trzeci: Pościel

Kocham spać. Dużo i często. W każdych warunkach raczej, chociaż nie zawsze dobrze się to kończy, na przykład wtedy kiedy kierowca Polskiego Busa zrzucił mnie z siedzenia przy hamowaniu. Ale nie żałuję, co pospałam, to moje. Ale najbardziej lubię spać w domu. Kiedy wracam na weekend, na święta czy jakąkolwiek inną okazję. Nie mam specjalnych wymagań, co do pościeli. Chociaż ta w domu jakoś najbardziej mnie przekonuje. Chociaż może ‘przekonuje’ to mało powiedziane. Kładąc się spać w domu, we własnym łóżku, czuję się, jakbym znowu miała 7 lat. Moja Mama zawsze była mistrzem w wietrzeniu pościeli. Kiedy poduszka pachnie wiatrem, trudno mieć złe sny. I budzić się nieszczęśliwym.

Dzień drugi: TA Książka

To, co pani czyta, jest na dalszą metę bardziej decydujące aniżeli to, kogo pani poślubi, ma ch è re madame. Drugi dzień z rzędu daję radę, niezły wynik jak na początek. Wiedziałam, że moja chorobliwa miłość do książek prędzej czy później się tu zwerbalizuje, chociaż nie sądziłam, że już drugiego dnia. Książki były w moim życiu zawsze. Pierwszą, którą pamiętam, że przeczytałam był ‘Mały Książę’ ( do którego dzisiaj mam stosunek niespecjalnie przychylny). Niewiele rzeczy jest w stanie wzbudzić we mnie takie emocje, jak książka. Dobra książka, chociaż były i takie, do których zapałałam szczerą nienawiścią już od pierwszego zdania, przez każde następne czując, jak kolejna moja szara komórka popełnia samobójstwo z rozpaczy. Nikt mi nie wmówi, że czary nie istnieją, bo ksiązki są najlepszym dowodem na to, że to bzdura. Zabierają Cię w podróże, przenoszą w czasie, przedstawiają niesamowitym ludziom i wzbudzają uczucia, o których nie miałeś pojęcia, że w ogóle mogą istnieć. I to jest ...

Dzień pierwszy: zaczynanie czegoś nowego

Cały świat mówi o szczęściu. Cały świat pisze o szczęściu. Cały świat szuka szczęścia. Ale tak naprawdę, o co nam wszystkim chodzi w tym całym zamieszaniu? Kiedy próbuję myśleć o momentach, w których byłam/jestem/będę szczęśliwa, to nie potrafię na sto procent stwierdzić, że to z tego, a nie z innego powodu. Niektóre powody każą mi myśleć ‘Kurde, serio?’. Może nie chodzi o to, żeby szukać, tylko żeby znajdować. I dlatego zamierzam znajdować. Zaczynając od dzisiaj. Chociaż akurat Walentynki to może średnio trafiony termin. Albo w sumie dobry jak każdy inny. Chociaż nie jestem specjalnie fanką. Ani specjalnie optymistką. Ale po co płakać nad swoim marnym losem, skoro wcale nie jest taki marny, jak by się mogło wydawać? Co do systematyczności, też słabo. Odechciewa mi się dość szybko. A 365 dni to dość, wbrew pozorom, sporo. O co mi chodzi? Już tłumaczę . 365 dni szczęścia to pomysł, który chodził za mną już jakiś czas. Kiedy czułam się szczęśliwa, bo w czytanej książce ...